Kastrować czy nie kastrować - oto jest pytanie.
Które każdego początkującego kociarza w pewnym momencie dosięga i spędza sen z powiek. Bo, skoro nie przeżyliśmy tego na własnej skórze a nasz kot nam nie powie, to jak można bez należytej refleksji i badania tematu, tak ważną decyzje podjąć? Tym bardziej, że opinię są skrajnie różne.
Każdy weterynarz będzie cię zachęcał do tego żeby ciachnąć. Ale już dawno nauczyliśmy się żeby nie brać tego co lekarze mówią za prawdę objawiona. Zaczęliśmy więc czytać co ludzie piszą. I okazało się, że każdy kot reaguje inaczej. Jedna pani od której kupowaliśmy karmę skarżyła się, że po sterylizacji jej kotka zamiast “ułożyć się” jeszcze bardziej rozbrykała, i za drugim razem już tego by nie zrobiła. Są też przypadki kiedy po kastracji kocur leje na ściany jak by się coś paliło a on był strażakiem. Co kot to obyczaj :) Trafiliśmy też na taki wpis, gdzie kobieta (podobnie jak my) co jakiś czas zabierała futrzaka na spacer do parku i ten, kiedy już zaczął znaczyć, robił to tylko w parku.
Tak wahając się pomiędzy ZA i PRZECIW, mieliśmy nadzieję, że nasz Willy też pójdzie w tym kierunku. No i stało się! :) Pewnego popołudnia w parku mocno go zaciekawił pewien krzak. Chodził chodził, wąchał wąchał, ustawił się, i siknął. Od tej pory minęło ze 3 tygodnie, w domu nie mamy żadnego problemu. Jedyne, co się zmieniło, to jego świadomość, że za drzwiami jest mnóstwo interesujących rzeczy o które można się poocierać (np na klatce schodowej) oraz to, że jak się odpowiednio długo pomiauczy i pogapi się na człowieka wymownie, to ten ubierze mu szelki i wyjdzie na 10 min na klatkę (oczywiście nie po to żeby sikać tylko ocierać). No ale cóż to jest za cena za ocalone jajka?
Więc śmiem postawić tezę, że jeżeli kotu będzie dano poznać świat innych zwierząt na zewnątrz i będzie się go do czasu do czasu wyprowadzać (moim zdaniem wystarczy 2 razy w tyg.) to szanse, że zacznie znaczyć w domu będą znacznie mniejsze.